czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 2 ;>

Na początku chciałabym wam życzyć wesołego SYLWESTRA ;** Chciałam dodać ten rozdział właśnie dziś xD Taka niespodziankaaa ;3 Dziękuję za ponad 100 wyświetleń ;* Jesteście kochane/kochani xd Powiem to co inni na blogach... KOMENTARZ=MOTYWACJA Miłego czytu czytu ;3 
____________________________________________
- Mamy mieszkać w jednym domu. – powiedziała Casey. Aktualnie pomagała przyjaciółce w pakowaniu się,  ponieważ ona już dawno to zrobiła.
- Ale jak? – mruknęła blondynka. – Wciąż nie mogę w to uwierzyć…
- Normalnie kochana. – uśmiechnęła się szesnastolatka wkładając jednocześnie ostatnią rzecz do pudła. – Skończyłam.
- Ja też. – szepnęła Liv i rzuciła się na materac. – Może znów ich zobaczymy…
- Wątpię, ale jest takie prawdopodobieństwo, bo będziemy mieszkać w twoim starym domu.
- Jakim cudem wiesz o tej przeprowadzce więcej niż ja? – mruknęła piętnastolatka. – Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. No wiesz, w końcu jutro wielki dzień. – lekko uniosła kąciki ust.
- Racja… To ja idę, do jutra.- mruknęła niebieskooka i wyszła z pokoju przyjaciółki.
Liv położyła się na łóżku wcześniej przebierając w piżamę. Zasnęła z myślą, że tym razem wszystko się ułoży…
***
Blondynkę rano obudził budzik w telefonie. Zastanawiała się kto wymyślił coś tak denerwującego. Przetarła oczy i zgarniając ubranie z krzesła weszła do łazienki. Szybko się wykąpała i ubrała. Stanęła naprzeciwko lustra i chwyciła niebieskie soczewki. Musiała je nosić, ponieważ „cierpiała” na heterochronię, czyli różnobarwność tęczówek. Jedna z nich była całkowicie niebieska, a druga szaro zielona. Widać było różnicę, nawet bardzo. Przez to większość ludzi patrzyła na nią jak na wybryk natury, a to przecież nie jej wina. Po „założeniu” soczewek zeszła do kuchni na śniadanie.
- Za godzinę wyjeżdżamy. – oznajmiła jej mama.
Po zjedzeniu posiłku dziewczyna poszła na górę do swojego pokoju i zaczęła znosić kartony na dół. Zajęło jej to równo 54 minuty. Założyła swoje ukochane czarne trampki i wychodząc spojrzała ostatni raz na wnętrze swojego domu.
- Będę tęsknić domku. – szepnęła i z uśmiechem wybiegła na zewnątrz. – Casey! – krzyknęła podbiegając do brunetki. Chwilę później siedziały już w samochodzie.
- Kierunek lotnisko! – krzyknął Luke na całe auto, a wszyscy się zaśmiali.
Po półgodzinnej jeździe wreszcie dotarli na miejsce. Pobiegli na odprawę, aby za chwilę znaleźć się w samolocie. Olivia wyjęła słuchawki z torby i podłączyła do telefonu. Puściła jakąś playlistę i w ciągu kilku minut zasnęła. Casey natomiast znalazła w fotelu jakieś czasopismo. Zaczęła czytać, ale stwierdziła, że jest nudne i tak samo jak Liv poszła spać.
Godzinę później byli już na miejscu.
***
- Nic się nie zmieniło. – mruknęła Liv. – Chwila! Czy tam jest nowa galeria handlowa?! – zapytała, a Casey słysząc to pisnęła z zachwytu po czym odciągnęła przyjaciółkę od okna by zobaczyć budynek. Musieli jechać dwoma taksówkami do ich domu, ponieważ w jednej są tylko cztery miejsca, a przecież ich była siódemka. Do jednej taksówki wsiadła cała trójka nastolatków i mama Casey. Natomiast do drugiej jej tata oraz państwo Mason.
- Ile jeszcze? – zapytał Luke.
- W zasadzie to już jesteśmy. – uśmiechnęła się pani Stewart.
Casey widząc nowy dom szybko wbiegła do środka. Otworzyła szeroko oczy i rozejrzała się po salonie.
- Wow. – to jedyne co wydobyło się z ust Liv, gdy już stanęła obok przyjaciółki.
Dom był wielki. Można by go już chyba zaliczyć do willi. Najnowszy telewizor 3D wisiał na ścianie w kolorze czekoladowego brązu. Przed nim stała wielka ława, na około której stała piękna czarna kanapa. Obok były wielkie drzwi do ogrodu. Na samym środku stał wielki basen, przy którym stały leżaki. Kiedy dziewczyny znalazły się w kuchni od razu spostrzegły wielką białą lodówkę. Całe pomieszczenie było w kolorach białym i czarnym. Lecz nie to wszystko je obchodziło. Najbardziej chciały zobaczyć swoje pokoje. Pobiegły na górę po drewnianych krętych schodach i zobaczyły sześć par drzwi. Zajrzały do pierwszego pokoju od lewej. Była to sypialnia dla dwóch osób. To samo kryły drzwi po prawej stronie. Drugi pokój po lewej stronie był pokojem gościnnym. A ten naprzeciwko niego należał do Luke’a i był cały w kolorach czarnym i czerwonym. Ostatnie dwoje drzwi należało do dziewczyn. Casey postanowiła, że bierze ten po lewej, a Olivia po prawej. Obie otworzyły drzwi w tym samym momencie. Pokój Cas był piękny. Na samym środku pokoju leżał puszysty biały dywan. Wielkie łóżko stało pod ścianą, na której znajdowała się tapeta. Do tego wszystkiego miała również widok na cały ogród oraz własną łazienkę. Pokój Liv był równie śliczny. Dominował w nim kolor biały, ale znalazło się również miejsce na niebieski i fioletowy, które były jej ulubionymi. Miała widok na dom obok i ulicę i także posiadała własną łazienkę. Cały pokój był pięknie oświetlony światłem słonecznym. Był jak z bajki. Dziewczyny szybko zbiegły na dół i zabrały swoje walizki. Rozpakowały się, ale pomyślały, że pójdą się przejść do galerii.
- Mamo, wychodzimy! – krzyknęła Casey. – Nie wiem kiedy wrócimy! – zatrzasnęła za sobą drzwi i razem z Liv poszły spacerkiem do centrum handlowego. Było stosunkowo blisko. Zaledwie 10 minut drogi piechotą. Szybko weszły do budynku i już miały wchodzić do H&M’u, ale w oczy rzucił im się pewien plakat.  Szybko przeczytały informację i zaniemówiły z wrażenia.
„24 lipca o godzinie 13:30 w naszym Centrum Handlowym „Cecille”* odbędzie się koncert Bars and Melody! Chłopcy przyjdą trochę wcześniej więc zainteresowani mogą spotkać się z nimi oraz zrobić zdjęcie. Tak więc Bambinos! Chłopcy czekają! Nie spóźnijcie się!”**
Liv szybko wyciągnęła telefon i sprawdziła godzinę. Była dokładnie 12:46.
- Chcesz tam iść? – szepnęła Casey na ucho.
- Tak. – odpowiedziała twardo.
- On cię pozna. Na pewno?
- Nie pozna. – uśmiechnęła się chytrze. – Masz jeszcze te brązowe soczewki?
- Tak, ale…
- Chodź. – mruknęła i pociągnęła ją za rękę w stronę toalet. – Daj mi. Jeśli będę miała brązowe oczy, a nie niebieskie to na pewno się nie skapnie.
- Wiesz co? Nie mam zamiaru się kłócić. Masz. – powiedziała i wręczyła brunetce soczewki.
Po ich założeniu obie dziewczyny wyszły z tego ohydnego pomieszczenia i skierowały się w stronę gdzie stało już dużo dziewczyn.
- Cholera! – zaklęła Casey, a jej oczy powędrowały na sylwetkę przyjaciółki. – Zapomniałam o zakryciu pieprzyka. – mruknęła i znów zaciągnęła Liv do łazienki.
Mason wyjęła ze swojej torebki fluid i zakryła jej pieprzyka pod lewym okiem.
- Gotowe. – mruknęła. – Możemy już iść? – pociągnęła przyjaciółkę za rękę i znów ruszyły w stronę bandy dziewczyn.
- Przepraszam czy to tu można zobaczyć chłopaków z Bars and Melody? – Casey zapytała niewysoką dziewczynę o kruczoczarnych włosach.
- Tak to tu. Widzicie tamtą dziewczynę w białej spódnicy? Stańcie za nią, bo tam kończy się kolejka. – poinstruowała je i uśmiechnęła się szczerze.
- Dzięki. – powiedziały obie na raz i odeszły od dziewczyny na koniec kolejki.
*
- Ile można się przytulać? – zapytała z irytacją Casey.
- Spokojnie, zaraz my. Uspokój się. – mruknęła Liv.
- Nie widziałam się z nim dziewięć lat. Daj się nacieszyć.
- Wkurzasz mnie.
- Myślisz, że nie wiem? – szepnęła jej z uśmiechem do ucha. – Spójrz jeszcze tylko te dwie dziewczyny i my. – zdenerwowała się.
- Boję się Cas. – szepnęła Mason. – Spójrz ręce mi się pocą i brzuch mnie boli. Nie dam rady.
- Jezus Maria… Liv, posłuchaj mnie. Tam stoi chłopak, którego znasz od dzieciństwa, kochał cię tak jak ty jego. Więc błagam cię… Nie spierdziel tego. Poza tym mieszkamy naprzeciwko jego domu, także i tak musiałabyś go kiedyś spotkać.
- Masz rację. – lekko się uśmiechnęła i spojrzała na chłopców.

- Teraz my. – szepnęła Stewart i obie spokojnie przeszły obok ochroniarzy. Zaczęły powoli do nich podchodzić, a ich oczy stawały się szkliste. Przed nimi stała dwójka chłopców, których nie widziały dziewięć lat…
______________________
*Nie wiem czy istnieje taka galeria w Port Talbot ;>
**Nie umiem pisać ogłoszeń, wiem xdd
Ekhm.. Daje jeszcze pokoje dziewczyn xD
Pokój Casey:
Pokój Olivii:


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział I

-Pomóż mi!
-Nie mogę Joanno, zdradziłaś mnie!
-Kocham cię! Zrozum! Nie przeżyję bez ciebie! – krzyczała zapła…
-Ugh! – blondynka zatrzasnęła z hukiem książkę. Wyszła z pokoju  zbiegła po schodach do kuchni, gdzie jej mama robiła kolację. – Nie będę tego już czytać! – żachnęła się i rzuciła romansidło na stół.
- Dlaczego? Przecież to przepiękna powieść. – tłumaczyła jej rodzicielka.
- Mamo, tak samo mówiłaś o poprzednich trzech. – mruknęła. – Wszystkie są takie same. Ja nie wiem jak ty możesz w kółko czytać te same historie.
- Przecież one się wszystkim różnią!
- Różnią się tylko jedną rzeczą… OKŁADKĄ. – powiedziała i pobiegła do swojego pokoju. Chwyciła z półki pierwszą lepszą książkę Stephana Kinga i usiadła na łóżku. Mimowolnie spojrzała na parapet. Stała tam ramka ze zdjęciem, na którym znajdowała się dwójka dzieci. Ona i jej najlepszy przyjaciel. Były najlepszy przyjaciel…
- Tęsknię… - szepnęła piętnastolatka i odwróciła wzrok.
- Za mną?! – krzyknął wysoki chłopak o blond włosach i zielonych oczach. Dziewczyna widząc go tylko przewróciła oczami i wróciła do czytania lektury. Szesnastolatek podbiegł do niej i wyrwał jej powieść z rąk.
- Luke! Idioto! – zdenerwowana pobiegła w stronę pokoju brata. Chwyciła za klamkę, ale nie mogła otworzyć drzwi. – Otwieraj! – nawet krzyki nic nie dawały. – Mamo! Luke zabrał mi książkę! – żaliła się stojąc już w kuchni.
- Synu! Złaź na dół! Obiad! – krzyczała pani Mason. – Jak zejdzie to biegnij do jego pokoju i zabierz książkę. – szepnęła do córki.
Chłopak zszedł na dół i usiadł przy stole. Jego siostra korzystając z wolnej chwili pobiegła sprintem do jego „świątyni”. Zabrała w pośpiechu książkę i wróciła do swojego królestwa. Rzucając zdobycz na łóżko szybko zamknęła pokój na klucz i poszła na kolację.
- Zabrałaś? – spytał zielonooki.
- Oczywiście. – wywróciła oczami. – Tylko pamiętaj, że następnym razem postaram się, żebyś nie dostał jedzenia. – zagroziła.
- Bo ci się uda. – mruknął zirytowany.
- Uda. – powiedziała wesoło ich rodzicielka.
- Dzięki mamo. – Liv podbiegła do niej i uściskała. Luke siedział natomiast ze spuszczoną głową.
- Jestem rodzino! – krzyknął ich tata wchodząc do jadalni.
- Elo tato. – mruknął chłopak.
- Hej tato, jak było w pracy? – zapytała Olivia.
- Dobrze. – powiedział i usiadł szczęśliwy do stołu. – Dzieci, mamy dla was niespodziankę. – uśmiechnął się, a wraz z nim jego żona.
- Wyprowadzamy się. – dokończyła pani Mason.
- Że co!? – krzyknęło rodzeństwo wypluwając picie.
- Gdzie? – spytał zrezygnowany blondyn.
- Urodziliście się tam. – powiedział pan Mason.
- Nie wierzę! Luke! Będziemy znów mieszkać w Port Talbot! – dziewczyna z zachwytu przytuliła swojego brata.
- Boli… - szepnął.
- Trudno! – krzyknęła i ścisnęła go jeszcze bardziej. – Kiedy wyjeżdżamy? – spytała odsuwając się od chłopaka, jednocześnie dając mu zaczerpnąć powietrza.
- Za dwa dni. – mruknął tata.
- Ale czekajcie… Co z Casey? Mam ją tak tu zostawić? – zasmuciła się przypominając sobie o przyjaciółce.
- Poczekaj chwilę. – powiedziała mama z lekkim uśmiechem.
Chwilę później w całym domu słychać było huk. Do jadalni z krzykiem wbiegła brązowowłosa.
- Olivia! – krzyknęła i podbiegła do przyjaciółki by ją przytulić. – Przeprowadzamy się z wami do Port Talbot!

- Nie wierzę… To chyba jakiś sen… - mruknęła szczęśliwa i pobiegła z Casey do swojego pokoju.


~~~~~~~~~~
Rozdziały będą się pojawiać nieregularnie ;3 
Miłego dnia ^^

niedziela, 27 grudnia 2015

Prolog ;3

Mała dziewczynka o jasnej cerze i długich ciemnych blond włosach biegła do ogrodu. Szukała swojego przyjaciela.
- Lion! Gdzie jesteś?! – krzyczała, a w jej pięknych oczach zaczęły się zbierać łzy. Nigdzie nie mogła go znaleźć. Szukała w tych, nawet niedorzecznych do schowania się miejscach. W lodówce, pod kanapą, na drzewie… Chociaż wszyscy wiedzą, że sześciolatek i tak nie umiałby na nie wejść. W pewnym momencie mała usłyszała śmiech. Ruszyła w tym kierunku, a jej oczom ukazał się mały chłopiec o kręconych, brązowych włosach i tego samego koloru oczach. – Jesteś! Martwiłam się Leo… - szepnęła zapłakana.
- Nie płacz owieczko. – powiedział chłopczyk i przytulił ją.
Nie wiedzieli jeszcze, że było to ich ostatnie przytulenie…
***
W tym samym czasie gdzieś w Bournemouth na kanapie siedziała kasztanowłosa piękność. Ośmiolatka oglądała telewizje i nagle usłyszała pukanie do drzwi. Była sama więc bała się je otworzyć. Podeszła i przekręciła ostrożnie zamek. Nacisnęła klamkę, a jej oczom ukazał się blond włosy chłopiec jej wzrostu.
- Wchodzisz czy jesteś wampirem i czekasz na zaproszenie? – zaśmiała się dziewczynka. Niebieskooki wyminął ją w drzwiach i usiadł na kanapę.
- Moja mama zaraz przyjdzie i zrobi nam kolacje. – powiedział. – Kiedy wrócą twoi rodzice?
- Nie wiem. – mruknęła. – Chyba pojutrze, mówili że mają coś ważnego do załatwienia i nie długo mi powiedzą. – zasmuciła się.
- Czemu jesteś smutna? – zapytał podchodząc do niej.

- No, bo ja schodziłam po schodach żeby się z nimi pożegnać dwa dni temu. Byłam bardzo cicho, więc mnie nie usłyszeli. Mówili coś o wyprowadzce… Boję się, że chcą mnie stąd zabrać… - rozpłakała się.

- Nie pozwolę im na to. – szepnął i przytulił przyjaciółkę, której niedługo miał już wcale nie widzieć.

______________________
HELLO, IT'S ME! No to tak... Dzięki moim koleżankom, które mnie natchnęły XD m.in. Bambi, Muszce, Aniusi, Bladej, Koneczkowi, Sikoreczce, Borowikowi, Molowi, Tomusiowi oraz mojej ukochanej Cegle ^^ Dzięki, że jesteście dziewczyny ;**