-Pomóż mi!
-Nie mogę Joanno, zdradziłaś mnie!
-Kocham cię! Zrozum! Nie przeżyję
bez ciebie! – krzyczała zapła…
-Ugh! – blondynka zatrzasnęła
z hukiem książkę. Wyszła z pokoju
zbiegła po schodach do kuchni, gdzie jej mama robiła kolację. – Nie będę
tego już czytać! – żachnęła się i rzuciła romansidło na stół.
- Dlaczego? Przecież to przepiękna powieść. – tłumaczyła jej
rodzicielka.
- Mamo, tak samo mówiłaś o poprzednich trzech. – mruknęła. –
Wszystkie są takie same. Ja nie wiem jak ty możesz w kółko czytać te same
historie.
- Przecież one się wszystkim różnią!
- Różnią się tylko jedną rzeczą… OKŁADKĄ. – powiedziała i
pobiegła do swojego pokoju. Chwyciła z półki pierwszą lepszą książkę Stephana
Kinga i usiadła na łóżku. Mimowolnie spojrzała na parapet. Stała tam ramka ze
zdjęciem, na którym znajdowała się dwójka dzieci. Ona i jej najlepszy przyjaciel.
Były najlepszy przyjaciel…
- Tęsknię… - szepnęła piętnastolatka i odwróciła wzrok.
- Za mną?! – krzyknął wysoki chłopak o blond włosach i
zielonych oczach. Dziewczyna widząc go tylko przewróciła oczami i wróciła do
czytania lektury. Szesnastolatek podbiegł do niej i wyrwał jej powieść z rąk.
- Luke! Idioto! – zdenerwowana pobiegła w stronę pokoju
brata. Chwyciła za klamkę, ale nie mogła otworzyć drzwi. – Otwieraj! – nawet krzyki
nic nie dawały. – Mamo! Luke zabrał mi książkę! – żaliła się stojąc już w
kuchni.
- Synu! Złaź na dół! Obiad! – krzyczała pani Mason. – Jak zejdzie
to biegnij do jego pokoju i zabierz książkę. – szepnęła do córki.
Chłopak zszedł na dół i usiadł przy stole. Jego siostra
korzystając z wolnej chwili pobiegła sprintem do jego „świątyni”. Zabrała w
pośpiechu książkę i wróciła do swojego królestwa. Rzucając zdobycz na łóżko
szybko zamknęła pokój na klucz i poszła na kolację.
- Zabrałaś? – spytał zielonooki.
- Oczywiście. – wywróciła oczami. – Tylko pamiętaj, że
następnym razem postaram się, żebyś nie dostał jedzenia. – zagroziła.
- Bo ci się uda. – mruknął zirytowany.
- Uda. – powiedziała wesoło ich rodzicielka.
- Dzięki mamo. – Liv podbiegła do niej i uściskała. Luke siedział
natomiast ze spuszczoną głową.
- Jestem rodzino! – krzyknął ich tata wchodząc do jadalni.
- Elo tato. – mruknął chłopak.
- Hej tato, jak było w pracy? – zapytała Olivia.
- Dobrze. – powiedział i usiadł szczęśliwy do stołu. –
Dzieci, mamy dla was niespodziankę. – uśmiechnął się, a wraz z nim jego żona.
- Wyprowadzamy się. – dokończyła pani Mason.
- Że co!? – krzyknęło rodzeństwo wypluwając picie.
- Gdzie? – spytał zrezygnowany blondyn.
- Urodziliście się tam. – powiedział pan Mason.
- Nie wierzę! Luke! Będziemy znów mieszkać w Port Talbot! –
dziewczyna z zachwytu przytuliła swojego brata.
- Boli… - szepnął.
- Trudno! – krzyknęła i ścisnęła go jeszcze bardziej. –
Kiedy wyjeżdżamy? – spytała odsuwając się od chłopaka, jednocześnie dając mu
zaczerpnąć powietrza.
- Za dwa dni. – mruknął tata.
- Ale czekajcie… Co z Casey? Mam ją tak tu zostawić? –
zasmuciła się przypominając sobie o przyjaciółce.
- Poczekaj chwilę. – powiedziała mama z lekkim uśmiechem.
Chwilę później w całym domu słychać było huk. Do jadalni z
krzykiem wbiegła brązowowłosa.
- Olivia! – krzyknęła i podbiegła do przyjaciółki by ją
przytulić. – Przeprowadzamy się z wami do Port Talbot!
- Nie wierzę… To chyba jakiś sen… - mruknęła szczęśliwa i
pobiegła z Casey do swojego pokoju.
~~~~~~~~~~
Rozdziały będą się pojawiać nieregularnie ;3
Miłego dnia ^^

Świetne :* czekam na następny ♡
OdpowiedzUsuń