czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 13

Dawno mnie tu nie było XD
Kolejny dzień. Liv była już w szkole cały tydzień, dziwiła się, że to przetrwała. Wyszła z domu i zakluczyła drzwi. Powolnym krokiem szła w stronę szkoły. W oddali zauważyła jakąś dziewczynę, która płakała. Podbiegła do niej i już miała zapytać o co chodzi, ale brunetka jej przerwała.
- Idź. Nie zwracaj na mnie uwagi. – szepnęła.
- Kto ci to zrobił? – wskazała palcem na jej podbite oko.
- Tacy chłopcy z mojej szkoły.
- Czy uczysz się w tym więzieniu za rogiem? – dziewczyna przytaknęła. – Która klasa?
- 1 A. – wyszeptała niesłyszalnie.
- Chodź ze mną, pomogę ci. Mam na imię Mia, a ty?
- Kate.
Olivia wzięła dziewczynę za rękę i pomogła jej się podnieść. Ruszyły razem do szkoły. Były zupełnie inne. Kate – brązowooka brunetka z kilkoma pryszczami i Olivia – czarnowłosa piękność o brązowych prawie czarnych oczach i nieskazitelnej cerze. Plus był taki, że obie nosiły okulary. Nim się obejrzały stały już przy wejściu do szkoły.
- Dobra, teraz szybko. Kto cię bił? – dziewczyna nie odpowiedziała. – Zakładaj.
- Co?
- Masz, zakładaj. – powiedziała zdejmując z siebie czarną bluzę. – Załóż kaptur i chodź za mną.
Czarnowłosa zaczęła iść w stronę damskiej toalety. Otworzyła drzwi i zobaczyła kilka dziewczyn i…
Myślała, że to tylko jakieś zwidy. Jednak Cas stała tam naprawdę. Miała krótką spódnicę i top w panterkę. Co się z nią stało?! – pytała się w myślach.
- Kto tu przyszedł? – mruknęła jedna z nich. – Pryszczata Kate? – jak na zawołanie wszystkie zaczęły się śmiać.
- Wypad. – warknęła Liv.
- Co? – spytała Casey.
- Wypad. Mam wam przeliterować to słowo? Czy może jesteście na tyle mądre, że je zrozumiałyście? Nie będę traciła mojego cennego czasu na wasze krzywe mordy, więc grzecznie proszę, abyście opuściły to pomieszczenie, ponieważ taka jest moja wola. – znów uśmiechnęła się sztucznie.
- Ugh! – wrzasnęła jedna z nich i z gracją wyszła z toalety.
Kiedy wszystkie sobie poszły, czarnowłosa położyła swój plecak na umywalce i wyjęła z niego puder oraz jakieś cienie do oczu. Znalazła się tam też szminka, mascara, podkład i korektor. Zastanawiała się co to wszystko tu robi.
-Chodź. – mruknęła bez emocji, a Kate ze strachem się do niej zbliżyła. – Spokojnie, nie gryzę. – zaśmiała się. – To jak masz na nazwisko?
- Miller. – szepnęła, gdy Liv spokojnie nakładała na jej twarz podkład.
- Nie malujesz się? – zapytała beznamiętnie.
- N-nie…
- Malowanie to nic złego. Nie coś, że jesteś brzydka, ale każdy czasem potrzebuje chociaż delikatnego makijażu.
-Gotowe. – lekko krzyknęła.
Dziewczyna odwróciła się w stronę lustra i przyjrzała się sobie.
- Dziękuję. – szepnęła i szybko przytuliła się do Olivii.
Dziewczyny nikt dawno nie przytulał, więc korzystając z chwili odwzajemniła uścisk.
- Dobra, teraz powiedz kto, kiedy, gdzie i dlaczego ci to zrobił. – zrobiła palcem kształt koła na swoim oku.
- Dobra… - szepnęła. – Rano wstałam bardzo wcześnie. Wszystko było okej, nic takiego się nie działo. Był to dla mnie zwykły, szary dzień. Z reguły nie jestem lubiana w tej szkole, ponieważ uważają mnie za kujona. Nie wiem co w tym złego, że chcę mieć dobrą pracę w przyszłości i mam ochotę pogłębiać swoją wiedzę. No, ale zaczęło się od wyzwisk. Potem zaczęli się nade mną znęcać i kradli mi to co miałam. Przykładowo jedzenie lub pieniądze.
- Kto? – powiedziała Mason. – Kto ci to robił?
- Najczęściej ci starsi. Kevin z 3c, Michael z 2a, James i Tom z 3b, a ostatnio był z nimi nawet Leo z 2b. Sam zakładał kampanię przeciwko znęcaniu się nad innymi, a robił to samo. Zmienił się. Bardzo. Z dziewczyn były to głównie Jessica, Mandy i Lena z 3c.
- Leondre Devries? – przeraziła się. – Nie mówisz poważnie.
- Mówię serio. – znów wyszeptała. – Zawsze o tej porze idą za szkołę i kradną komuś pieniądze. Chcesz to mogę cię zaprowadzić. – wzdrygnęła się.
- Dobra, niech ci będzie. – Liv ruszyła w stronę wyjścia i nie czekając na brunetkę wybiegła ze szkoły. – No to gdzie?
- Tędy. – wysapała młodsza.
Przeszły niezauważalnie obok małej bramki i zaczęły iść przy ścianie budynku. Kiedy były bliżej, udało im się dosłyszeć jakieś krzyki.
- Szybciej. – mruknęła czarnowłosa i przyśpieszyła kroku.
Zatrzymała się na narożniku ceglanego Hogwartu. Wychyliła lekko głowę za mur i dostrzegła cały ten przeklęty „gang”. Zawiodła się jeszcze bardziej, gdy zobaczyła tam bruneta. Odwróciła się by zobaczyć czy Kate idzie. Dziewczyna stała w miejscu i nie chciała się ruszać. Bała się – Liv widziała to w jej oczach. Pokazała jej ręką, żeby podeszła. W tym samym momencie brunetka nadepnęła na gałąź. Wzrok wszystkich spoczął w tym momencie na czarnowłosej, która przeklinała nową koleżankę w myślach.
- Kogo my tu mamy? – zapytał jeden z nich i powiedział drugiemu chłopakowi coś na ucho.
Zaczęli się przybliżać. Mason zaczęła uciekać. Pociągnęła Miller za rękę i zaczęły zwiewać tak szybko jak nigdy wcześniej.
*CASEY *
- Charlie, nie wytrzymam już dłużej. – warknęłam.
- Błagam cię. Nie wiemy kto podkładał nam te listy. Na każdym był ten sam podpis. To może być każdy zrozum. Ja zacząłem przyjaźnić się z tymi idiotami, za którymi łazi większość tych tlenionych blondynek, ty się do nich wkupiłaś, a Leo łazi z tymi… No wiesz.
- UGH! No dobra! – krzyknęła. – Tak właściwie to gdzie on jest? Powinien już tu być. – odgarnęła brązowe kosmyki z czoła.
- Jestem! – usłyszeli zatrzaskiwane drzwi.
- Nareszcie! Ile można czekać? – zapytała.
- No, bo zwiała im jakaś dziewczyna, chyba z mojej klasy, no i musiałem im pomóc jej szukać.
- Dobra. Teraz morda w kubeł i daj mi ten liścik. – warknęła.
Brunet wyciągnął z kieszeni zawiniątko papieru i podał dziewczynie.
- Dzięki . –mruknęła.
Wstała i zaczęła chodzić po pokoju, jednocześnie czytając każdy list.
Liv zniknęła,
Daj sobie spokój,
Żyj normalnym życiem,
Jakby jej nigdy nie było.
M.M.O
I kolejny.
Miłość istnieje,
Żyje,
A także się rozwija,
Nie zmarnuj tego.
M.M.O
Następny…
Nie wahaj się,
Podejmuj szybkie, dobre decyzje,
Moi przyjaciele tego nie robią,
Uwierz.
M.M.O
Nareszcie, ostatni.
Ludzie są wyjątkowi,
Każdy jest inny,
Niektórzy są wredni, a inni…
Mili.
M.M.O
Czytała te bezsensowne teksty w kółko i w kółko.
„ M.M.O” – powtarzała w myślach.
„Liv zniknęła”
„Żyje”
„Moi przyjaciele tego nie robią”
„Mili”
- Nie… To nie może być prawda. – otworzyła szeroko oczy i upuściła wszystkie kartki na podłogę. – M.M.O. – powtarzała. – M.M.O.
- Casey, wszystko w porządku? – spytał Charlie podchodząc do niej.
- M.M.O. – mówiła. – Mason Mia Olivia… M.M.O…
Teraz wzrok chłopców był skupiony tylko na niebieskookiej brunetce, która w jednym momencie wybuchła płaczem. Blondyn podbiegł do niej i ją przytulił. Leondre stał z otwartymi szeroko oczami i nie ruszał się.
- Jak? – spytał szepcząc.
- Weźcie te listy. – szepnęła Casey. – Poukładaj je w takiej kolejności jak je dostawaliśmy. – zwróciła się do Charliego. – Teraz przeczytaj pierwsze słowo z każdego listu z kolejnych linijek.
- Liv żyje moi mili. – szepnął.
Brunetka spojrzała na niego ze smutkiem w oczach.

- Ona żyje. – mruknęła. – Ona żyje… - dobrze, że w tej chwili nie widzieli pary niebieskich tęczówek przyglądających im się zza okna...

2 komentarze:

  1. Rozdział niedoopisania <3 Zapraszam do mnie http://breathemadziabamblogg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny rozdział? *-* 💗💗

    OdpowiedzUsuń