WITAM :>
*Casey*
Była noc. Dokładnie godzina 2:53. Brunetkę obudził jakiś
szmer. Odwróciła się i zobaczyła jakąś postać stojącą na parapecie.
- Zostaw mnie! – krzyknęła.
Postać przyłożyła palec do ust. Casey przymknęła oczy, a
kiedy je otworzyła tajemniczej osoby już nie było. Wpatrywała się jeszcze w
okno przez kilka minut, aż w końcu odpłynęła w objęcia Morfeusza.
***
Otworzyła oczy i przetarła je dłońmi. Ostrożnie wstała i
sprawdziła godzinę w telefonie – 10:21. Odłożyła przedmiot i przypadkiem
strąciła coś z szafki nocnej. Podniosła z podłogi jakieś pudełeczko. Nie
należało do niej. Powoli je otworzyła. W środku znajdowała się bransoletka Liv.
Srebrna z różnymi zawieszkami. Każda coś symbolizowała. Nutka – muzykę i
taniec, serce – miłość do bliskich, łapka psa – jej więź z tymi zwierzakami.
Było jeszcze kilka innych, ale Olivia nigdy nie zdradziła jej co oznaczały.
Zawsze mówiła, że to tajemnica. Casey zapięła bransoletkę na nadgarstku i
zeszła na śniadanie. Cały czas myślała kim mogła być osoba w oknie. A co jeśli
to morderca? Wzdrygnęła się na samą myśl o tym.
- Dzień dobry. – powiedziała wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry. – mruknął Luke.
- Idziesz dziś gdzieś? – spytała.
- Chyba nie, a ty?
- Też.
Nastała krępująca cisza. Taka jak cały czas ostatnio.
Wszyscy myśleli, że jej już nie ma. Nie wiedzieli jeszcze co ich czeka.
*~~~~~~*
Wstała powoli z łóżka. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej
grafitowe spodnie z wysokim stanem oraz czarną bluzkę z długim rękawem nad
pępek. Jej napis głosił „I like U, but I hate U too”. Na to nałożyła jeszcze
czarną bluzę i ruszyła na śniadanie.
- Hejcia Rick. – przywitała się.
- No hej.
- Co dziś robisz? – spojrzała na niego i zaczęła
przygotowywać sobie kanapki z serem.
- Siedzę w domu. – dziewczyna wytrzeszczyła oczy. – Tak.
Pozwalam ci iść tam dzisiaj. – mruknął, a ona rzuciła mu się na szyję.
- Jesteś kochany! – przytuliła go mocniej.
- Wiem. Tylko pamiętaj, że masz się nie dać złapać. –
ostrzegł. – Co to jest?! – wskazał na bliznę na ręce.
- To… No… Ten… Bo ja…
- Bo ty?
- No, bo ja byłam w nocy u Casey. – mruknęła.
- Gdzie byłaś?! Widziała cię?! Czy ty wiesz co zrobiłaś?!
- Spokojnie. Nie poznała mnie.
- Wiesz, że to bardzo ryzykowne. Proszę cię nie rób tak
więcej.
- Dobra, dobra. Idę na górę, zaraz wracam. – powiedziała i
zaczęła wchodzić po schodach.
Wyjęła z szuflady czarne okulary i założyła je na nos.
Zdjęła z manekina perukę z czarnymi, długimi, prostymi włosami i spinając swoje
kłaki włożyła na głowę sztuczny rekwizyt. Zbiegła na dół i pokazała się
kuzynowi.
- Jak wyglądam? – posłała mu słodki uśmiech.
- Jak nie ty. – burknął. – Dlaczego ja się na to zgodziłem?
Przypomnisz?
- Bo mnie kochasz! No i nie chcesz by mi się coś stało. –
zaśmiała się.
- Jasne. – powiedział.
Nastolatka zaczęła iść w stronę drzwi i już miała wychodzić,
gdyby kuzyn jej nie zatrzymał.
- Ej…
- No co? – mruknęła zirytowana.
- Uważaj tam na siebie, ok?
- No tak… Przecież już mówiłam, że będę ostrożna.
-Dobra, wierzę. – warknął. – Tylko jak wpakujesz się w
jakieś tarapaty…
- Nie wpakuję!
- Jak coś to dzwoń.
-Ok. – przekroczyła próg domu, ale o czymś sobie
przypomniała. Odwróciła głowę. – Dzięki za to, że mi pomagasz Rick.
- Nie musisz dziękować Olivia. – powiedział szczerze i
uśmiechnął się, a ona zniknęła już za drzwiami.
Okej ona zyje czy mi sie tylko wydaje.Kiedy next?
OdpowiedzUsuń