Blondynka leżała na łóżku i patrzyła się tępo w sufit.
Chciałaby go teraz przytulić, albo zobaczyć. Spojrzała na zegarek w telefonie,
wskazywał godzinę 23:57.
„Rick pewnie już śpi.” – pomyślała.
Założyła na siebie czarną bluzę, a na nogi włożyła swoje
czarne superstary. Chwyciła do ręki notatnik i długopis po czym cicho wymknęła
się przez okno w swoim pokoju. Droga do szpitala trwała zaledwie 5 minut. Leo
leżał na 4 piętrze. Zajrzała do szpitala, a w środku zobaczyła recepcjonistkę,
która przeglądała jakieś papiery. Wyjęła telefon i zadzwoniła do szpitala.
Kobieta podniosła się i ruszyła odebrać telefon, a dziewczyna w tym czasie
rozłączyła się. Wbiegła po cichu do środka i ruszyła szybko w stronę 4 piętra.
W końcu znalazła jego salę. Otworzyła drzwi, Leo spał. Wyjęła notatnik i
nabazgrała na nim kilka słów. Położyła karteczkę na stoliku i usiadła na łóżku
obok niego. W pewnym momencie chłopak otworzył oczy i zobaczył ją.
- Liv? – spytał.
Mason nie wiedziała co robić. Miała dwie opcje: a) Uciekać
lub b) Sprawić by zasnął.
- Oj Leo… - szepnęła. – Stęskniłam się. – podeszła do niego.
- Przytul mnie. – powiedział.
Dziewczyna usiadła na jego łóżku i zamiast go przytulić,
pocałowała go w czoło. Zaczęła głaskać go po włosach i śpiewać jakąś kołysankę.
Po kilku minutach usłyszała ciche pochrapywanie. Uśmiechnęła się sama do siebie
i postanowiła już wracać do domu. Jutro musi przekonać kuzyna o powrót do
szkoły…
*Leo*
Była godzina 7:00, a w szpitalu już chodzili po salach i
budzili pacjentów. Brunet nie był z tego zadowolony. Wolałby leżeć w łóżku do
południa. Przynajmniej by odpoczął, no i pospał. Niechętnie otworzył oczy i
spostrzegł na stoliku jakąś karteczkę. Podniósł ją i otworzył.
Myślisz, że to sen.
Chcesz się z niego jak najszybciej obudzić.
Ale uważaj,
Nie wszystko jest takie jak Ci się wydaje.
M.M.O.
„Kto mógł to zostawić?”- zastanawiał się.
Teraz bał się nie na żarty. Najpierw śmierć Liv, potem
spalony dom, a teraz to? Chciałby być z nią. Miał tej nocy piękny sen, w którym
widział Olivię. Szkoda tylko, że to nie zdarzyło się naprawdę. Tak przynajmniej
myślał…
*Liv*
- No, ale dlaczego nie?! – krzyczała.
- BO NIE. – warknął mężczyzna.
- Błagam cię, nic mi nie będzie.
- Zgoda. – mruknął, a ona rzuciła mu się na szyję. – Ubieraj
się, jedziemy do szkoły załatwić papiery.
***
- Mia Mason? – mruknął pan dyrektor i spojrzał na dziewczynę
o czarnych włosach.
- Zgadza się. – przytaknęła.
- Dobrze, a więc będziesz chodzić do klasy 2b. Życzę miłej
nauki. – uśmiechnął się i dodał. – Jutro o 8:00 widzę cię w szkole. – mrugnął.
- Dobrze proszę pana. – powiedziała i zamknęła drzwi.
Stała razem z kuzynem przed gabinetem dyrektora, aż tu nagle
stało się coś czego nie przemyślała. DZWONEK.
- Cholera, idziemy. – mruknęła i chciała pociągnąć kuzyna za
rękaw, ale jego już nie było. – Świetnie. – syknęła sama do siebie.
Szła powoli korytarzem, który zapełniał się ludźmi. Nagle
zobaczyła Alex ze swoją świtą. Przeszła koło nich, ale jedna potrąciła ją i
upadła.
- Ups, to niechcący. – zaśmiała się.
Liv nie wahała się i pokazała jej środkowy palec, wstała i
otrzepała się, po czym jak gdyby nigdy nic wyszła ze szkoły. Na dworze
spostrzegła Leo z kilkoma dziewczynami.
„ Na pewno, któraś na niego zasługuje. Ja niestety nie.” –
pomyślała.
Ruszyła w jego stronę i usiadła na ławce niedaleko nich.
Spojrzała kątem oka na bruneta, a ich spojrzenia się skrzyżowały. Patrzyli
sobie w oczy. Cieszyła się, że założyła brązowe soczewki i okulary zerówki.
Inaczej by ją poznał.
- Spójrz na jej ciuchy. Totalne bezguście.
- Jak można mieć taki ryj?
- Nie rozumiem jak ona się pokazuje na ulicy.
Takie rzeczy Olivia słyszała od dziewczyn siedzących przy
Leondre. Zdawało się, że on miał je w totalnym poważaniu. Gwałtownie wstała i
podeszła do nich.
- Okej, nie mam markowych ciuchów, nie są to jakieś piękne
rzeczy, ale przynajmniej dobrze się w nich czuję i nie wyglądam jak dziwka,
czyli jak wy. Mam ryj lepszy niż wasze mordy, na których jest tona tapety i jak
każdy człowiek mam prawo do pokazywania się na ulicy. Tego mi akurat nie zabronicie.
– uśmiechnęła się sztucznie i odeszła. Była z siebie dumna. Oby tak było
częściej.
Boziu ale ona groźna czekam na next♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńFajny rozdział.. Kiedy next?
OdpowiedzUsuńNie dawno wpadłam na tego bloga.
OdpowiedzUsuńJest super mega zajefajny i w ogóle świetny.
Wspaniale piszesz.
Trochę się dzieje.
Od początku wiedziałam że jej śmierć była upozorowana...
Ta historia.... jest taka oryginalna i wciągająca.
Naprawdę cieszę się że wpadłam akurat na niego.
Nie żałuję ani minuty spędzonej na twoim blogu.
Teraz czas na zasadnicze pytanie:
Czy ktoś tu w ogóle będzie coś jeszcze pisać??
Kiedy next??
Zapraszam do mnie.
Powodzenia, weny i czasu.
Trzymam kciuki i czekam.