niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 12

Blondynka leżała na łóżku i patrzyła się tępo w sufit. Chciałaby go teraz przytulić, albo zobaczyć. Spojrzała na zegarek w telefonie, wskazywał godzinę 23:57.
„Rick pewnie już śpi.” – pomyślała.
Założyła na siebie czarną bluzę, a na nogi włożyła swoje czarne superstary. Chwyciła do ręki notatnik i długopis po czym cicho wymknęła się przez okno w swoim pokoju. Droga do szpitala trwała zaledwie 5 minut. Leo leżał na 4 piętrze. Zajrzała do szpitala, a w środku zobaczyła recepcjonistkę, która przeglądała jakieś papiery. Wyjęła telefon i zadzwoniła do szpitala. Kobieta podniosła się i ruszyła odebrać telefon, a dziewczyna w tym czasie rozłączyła się. Wbiegła po cichu do środka i ruszyła szybko w stronę 4 piętra. W końcu znalazła jego salę. Otworzyła drzwi, Leo spał. Wyjęła notatnik i nabazgrała na nim kilka słów. Położyła karteczkę na stoliku i usiadła na łóżku obok niego. W pewnym momencie chłopak otworzył oczy i zobaczył ją.
- Liv? – spytał.
Mason nie wiedziała co robić. Miała dwie opcje: a) Uciekać lub b) Sprawić by zasnął.
- Oj Leo… - szepnęła. – Stęskniłam się. – podeszła do niego.
- Przytul mnie. – powiedział.
Dziewczyna usiadła na jego łóżku i zamiast go przytulić, pocałowała go w czoło. Zaczęła głaskać go po włosach i śpiewać jakąś kołysankę. Po kilku minutach usłyszała ciche pochrapywanie. Uśmiechnęła się sama do siebie i postanowiła już wracać do domu. Jutro musi przekonać kuzyna o powrót do szkoły…
*Leo*
Była godzina 7:00, a w szpitalu już chodzili po salach i budzili pacjentów. Brunet nie był z tego zadowolony. Wolałby leżeć w łóżku do południa. Przynajmniej by odpoczął, no i pospał. Niechętnie otworzył oczy i spostrzegł na stoliku jakąś karteczkę. Podniósł ją i otworzył.
Myślisz, że to sen.
Chcesz się z niego jak najszybciej obudzić.
Ale uważaj,
Nie wszystko jest takie jak Ci się wydaje.
M.M.O.
„Kto mógł to zostawić?”- zastanawiał się.
Teraz bał się nie na żarty. Najpierw śmierć Liv, potem spalony dom, a teraz to? Chciałby być z nią. Miał tej nocy piękny sen, w którym widział Olivię. Szkoda tylko, że to nie zdarzyło się naprawdę. Tak przynajmniej myślał…
*Liv*
- No, ale dlaczego nie?! – krzyczała.
- BO NIE. – warknął mężczyzna.
- Błagam cię, nic mi nie będzie.
- Zgoda. – mruknął, a ona rzuciła mu się na szyję. – Ubieraj się, jedziemy do szkoły załatwić papiery.
***
- Mia Mason? – mruknął pan dyrektor i spojrzał na dziewczynę o czarnych włosach.
- Zgadza się. – przytaknęła.
- Dobrze, a więc będziesz chodzić do klasy 2b. Życzę miłej nauki. – uśmiechnął się i dodał. – Jutro o 8:00 widzę cię w szkole. – mrugnął.
- Dobrze proszę pana. – powiedziała i zamknęła drzwi.
Stała razem z kuzynem przed gabinetem dyrektora, aż tu nagle stało się coś czego nie przemyślała. DZWONEK.
- Cholera, idziemy. – mruknęła i chciała pociągnąć kuzyna za rękaw, ale jego już nie było. – Świetnie. – syknęła sama do siebie.
Szła powoli korytarzem, który zapełniał się ludźmi. Nagle zobaczyła Alex ze swoją świtą. Przeszła koło nich, ale jedna potrąciła ją i upadła.
- Ups, to niechcący. – zaśmiała się.
Liv nie wahała się i pokazała jej środkowy palec, wstała i otrzepała się, po czym jak gdyby nigdy nic wyszła ze szkoły. Na dworze spostrzegła Leo z kilkoma dziewczynami.
„ Na pewno, któraś na niego zasługuje. Ja niestety nie.” – pomyślała.
Ruszyła w jego stronę i usiadła na ławce niedaleko nich. Spojrzała kątem oka na bruneta, a ich spojrzenia się skrzyżowały. Patrzyli sobie w oczy. Cieszyła się, że założyła brązowe soczewki i okulary zerówki. Inaczej by ją poznał.
- Spójrz na jej ciuchy. Totalne bezguście.
- Jak można mieć taki ryj?
- Nie rozumiem jak ona się pokazuje na ulicy.
Takie rzeczy Olivia słyszała od dziewczyn siedzących przy Leondre. Zdawało się, że on miał je w totalnym poważaniu. Gwałtownie wstała i podeszła do nich.

- Okej, nie mam markowych ciuchów, nie są to jakieś piękne rzeczy, ale przynajmniej dobrze się w nich czuję i nie wyglądam jak dziwka, czyli jak wy. Mam ryj lepszy niż wasze mordy, na których jest tona tapety i jak każdy człowiek mam prawo do pokazywania się na ulicy. Tego mi akurat nie zabronicie. – uśmiechnęła się sztucznie i odeszła. Była z siebie dumna. Oby tak było częściej.

3 komentarze:

  1. Boziu ale ona groźna czekam na next♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział.. Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dawno wpadłam na tego bloga.
    Jest super mega zajefajny i w ogóle świetny.
    Wspaniale piszesz.
    Trochę się dzieje.
    Od początku wiedziałam że jej śmierć była upozorowana...
    Ta historia.... jest taka oryginalna i wciągająca.
    Naprawdę cieszę się że wpadłam akurat na niego.
    Nie żałuję ani minuty spędzonej na twoim blogu.
    Teraz czas na zasadnicze pytanie:
    Czy ktoś tu w ogóle będzie coś jeszcze pisać??
    Kiedy next??
    Zapraszam do mnie.
    Powodzenia, weny i czasu.
    Trzymam kciuki i czekam.

    OdpowiedzUsuń