sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 3.. ^^

Żeby nie wzbudzać żadnych podejrzeń Liv najpierw podeszła do Charliego, a Cas do Leo. Chwilę później zamieniły się i były trzymane przez swoich dawnych przyjaciół. Niestety Olivia nie wytrzymała. Była zbyt wrażliwa i rozpłakała się jak dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka. Leondre przytulił ją mocniej i wyszeptał:
- Nie płacz księżniczko. Już dobrze.
- Owieczko… - mruknęła.
- Co?
- Nieważne. – szepnęła i powoli rozluźniała uścisk. Przetarła oczy rękawem i spojrzała na niego. Była to najgorsza decyzja jaką mogła podjąć… Wraz z przetarciem oka zdjęła przypadkowo swoją soczewkę jednocześnie odsłaniając szaro zieloną tęczówkę.
- Olivia… - szepnął i spojrzał na nią ze łzami w oczach.
Dopiero wtedy spojrzała na rękaw i ujrzała na nim niebieską soczewkę. Czym prędzej uciekła zostawiając przyjaciółkę i chłopców samych.
- Liv! – krzyknęła Casey i pobiegła za nią.
Chłopcy chcieli je gonić, ale nie pozwolił im na to menager, który kazał im wchodzić już na scenę. Olivia siedziała natomiast w jednej z kabin toaletowych i płakała.
- Liv? Jesteś tu? – usłyszała głos przyjaciółki. Mruknęła ciche „tak”, aby chwilę później trwać w uścisku z Casey. – Nie przejmuj się. Każdemu się mogło zdarzyć. – wyszeptała.
- Nie każdy ma heterochromię… - szepnęła.
- Przez to jesteś wyjątkowa. Młoda, nie zadręczaj się. Masz jeszcze całe życie przed sobą, tak jak i ja. – Stewart przytuliła ją mocniej. – Masz jeszcze zapasowe soczewki w torebce?
- Mhm. – mruknęła i podała jej pudełeczko. – A ciebie nie poznał?
- Kto? Charlie? Coś ty! Pamiętam jak kiedyś przyszedł do mnie i zobaczył psa mojej cioci, myślał że to mój, a ja nawet psa nie miałam. Pamiętaj, to jest Lenehan, jego nie zrozumiesz. – powiedziała i zaczęła się śmiać, a wraz z nią Olivia. – Widzisz? Już ci lepiej! Dobra, a teraz chodź założyć tą soczewkę. – uśmiechnęła się i pomogła jej wstać.
- Dziękuję. – szepnęła i przytuliła przyjaciółkę.
- Nie masz za co. – odwzajemniła uścisk. – Pamiętaj, że zawsze masz mnie, a ja cię nigdy nie zostawię.
***
Casey siedziała na swoim łóżku i rozmyślała o tej całej akcji z Leo. Co by było, gdyby Liv nie przetarła wtedy tego oka? Nadal by jej nie poznał? A może…
- Dziewczynki! Mamy gości! – krzyczał pan Mason.
- Nie pamiętam żebym zmieniał płeć tato! – wydarł się Luke, a Casey się zaśmiała.
- Liv? – mruknęła i zapukała do jej pokoju.
- Proszę. – usłyszała jak szepcze.
- Wszystko w porządku? – zapytała uchylając drzwi. Liv siedziała na parapecie i czytała jakąś książkę. – Mamy gości. – kiedy Mason to usłyszała spięła się prawie natychmiast. – Może pójdę sprawdzić kto to? Powiem, że nie czujesz się najlepiej.
- Ok. Tylko błagam cię… Niech nikt tu nie wchodzi… tylko ty… Jeśli będziesz chciała to zapukaj szybko dwa razy potem raz i znowu szybko dwa, ok? – uniosła lekko kąciki ust.
- Okej, ale pamiętaj żebyś nie żałowała.
- Jak będę chciała to zejdę na dół…
Casey zamknęła jej czarne drzwi i zeszła po schodach. Na dole widziała jakąś panią oraz Leo…
- Dzień dobry. – przywitała się.
- Oh! To ty jesteś Cassandra! – szesnastolatka lekko skrzywiła się na wspomnienie jej pełnego imienia. Tak mogli mówić tylko jej rodzice i Olivia.
- Casey. Jestem Casey. – uśmiechnęła się.
- Poznajcie się. To mój syn Leondre. – powiedziała i popchnęła w jej stronę piętnastolatka.
- Hej. – mruknął.
- Cześć. Chcesz iść do Luke’a? – zapytała z niechęcią. Wolałaby leżeć teraz obok Liv w ciepłym łóżku z herbatą lub kakaem.
- Jasne. – widać było, że jemu też się nie chciało ruszać z domu.
Weszli schodami na górę. Stewart zaprowadziła chłopaka do starszego z rodzeństwa Mason.
- Chcę z nią pogadać. – mruknął do Cas.
- Zrozum… Jest jej wstyd… Ona myśli, że zbłaźniła się przed tobą.
- Nie zrobiła tego… Błagam, chcę chociaż raz spojrzeć w jej piękne oczy. – szepnął.
- Robię to tylko dla ciebie. – mruknęła i pociągnęła go za rękaw. Zapukała tak jak Liv jej kazała i po usłyszeniu „proszę” wpuściła chłopaka do środka.
~~~~
Liv siedziała na tym durnym parapecie przez cały czas. Nie czytała, patrzyła się przez okno i w duchu dziękowała, że rodzicie dali jej parapet do pokoju. Brązowowłosa dość długo nie wracała więc piętnastolatka postanowiła wziąć prysznic. Weszła do toalety i zamknęła ją na klucz – na wszelki wypadek. Wzięła szybką kąpiel i ubrała piżamę. Składała się ona z krótkich czarnych spodenek oraz dłuższej białej bokserki z różowym napisem „I <3 My Bed”. Co z tego, że była dopiero 16:30! Najłatwiej przecież założyć piżamkę! Usłyszała pukanie do drzwi więc powiedziała, aby wchodzić, myślała, że to Casey. Podsuszyła lekko włosy, a na stopy założyła kapcie pieski. Wyszła z zaparowanej łazienki, a jej oczom ukazał się brunet siedzący z Cas na łóżku.
- Leo? – szepnęła.
- To ja was zostawię. – mruknęła Stewart i wychodząc szepnęła jeszcze do Liv. – Nie gniewaj się. Błagał.
- Co chciałeś? – spytała cichutko, ale nie otrzymała odpowiedzi, ponieważ chłopak podszedł do niej i mocno przytulił.
- Tęskniłem. – szepnął w jej włosy. – Tak bardzo tęskniłem owieczko…

- Ja też Leo… - mruknęła, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. – Ja też…
__________
Krótkie to.. chyba xd

2 komentarze:

  1. To jest świetne. Nie mg się doczekać następnego rozdziału. A właśnie kiedy bd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówiłam rozdziały będą dodawane nieregularnie ;) Następny ukaże się prawdopodobnie jutro lub we wtorek. Pzdr ;D

      Usuń